Padało równo na wszystkich

5 kwi 2012

Sobotnie pierwsze w tym roku spotkanie z futbolem amerykańskim w Trójmieście ma spore szanse przejść do historii. Choć Stadion Narodowy Rugby był już świadkiem niejednego meczu tego sportu to nigdy w takiej scenerii. Intensywne opady śniegu na początku kwietnia nie powinny być rozpatrywane w kategoriach sensacji, lecz dla futbolistów były sporym zaskoczeniem. Z taką sytuacją lepiej poradzili sobie Warsaw Eagles zwyciężając pewnie gospodarzy Seahawks Gdynia 52:22.

Oglądając najlepszą ligę futbolową świata jej widzowie od dawna przywykli do różnej pogody. Sezon zaczyna się tam we wrześniu a kończy w lutym i nie ma nic dziwnego w grze przy śniegu. Futboliści zza oceanu lubią nawet podkreślać, że wybiegają na murawę zawsze i w każdych warunkach. W przeciwieństwie do na przykład zawodników baseballu, którzy czmychają z boiska jak tylko wyczują, że mogą trochę zmoknąć.

Polskie realia są jednak zupełnie inne. Pomijając oczywisty aspekt sportowy, sezon rozpoczynający się na wiosnę a kończący finałem w lecie nie przewiduje opadów śniegu i to tak intensywnych.

Pogoda rozdaje karty
Początek spotkania był bardzo ostrożny w wykonaniu obu ekip. Na boisku głównie królowały akcje biegowe, z którymi szybko radziła sobie obrona rywala. Padający gęsty śnieg nie ułatwiał zadania rozgrywającym i bardzo ograniczał ich możliwości. Najbliżej zdobycia punktów w pierwszej kwarcie byli zawodnicy Eagles, którzy próbowali dalekiego kopnięcia z około czterdziestego jarda. W normalnych warunkach dla Bretta Peddicorda – kopacza warszawskiej drużyny – byłoby to zadanie o przeciętnym poziomie trudności, lecz warunki normalnymi nie były i kopnięcie było za krótkie. W tej samej części gry Seahawks popełnili błąd, który o mało nie kosztował ich przyłożenia. Podczas odkopnięcia piłki przez Eagles, któryś z gdynian dotknął jej i futbolówka padła łupem Orłów.

Ale tym razem obyło się bez konsekwencji. Pierwsze punkty w meczu zdobył w drugiej kwarcie, powracający na boiska PLFA, Tyrone Landrum. Po skutecznej akcji podaniowej został zatrzymany jard przed polem punktowym Seahawks. Wprawdzie w kolejnej akcji Eagles popełnili przewinienie przytrzymywania, które cofnęło ich o dziesięć jardów, lecz następna próba była już skuteczna. Do siedmiu oczek dla Warszawy dobił wynik skutecznym podwyższeniem Peddicord. Odpowiedź Seahawks była niemal natychmiastowa. Po skutecznej serii zagrań ofensywnych – przyłożenie dla gdynian zdobył Marcin Bluma. Przy próbie podwyższenia za jeden punkt, bardzo groźnie wyglądającej kontuzji doznał holder gospodarzy Maciej Siemaszko. W momencie, gdy przygotowywał piłkę do kopnięcia, został uderzony w bok kasku i potrzebował szybkiej pomocy medycznej. Po tym wydarzeniu nastąpiła przymusowa dwudziestominutowa przerwa w spotkaniu. Siemaszko został odwieziony do szpitala.

Duże przyspieszenie
Kontuzja kolegi podziałała na zawodników Seahawks motywująco i po wznowieniu gry podwyższyli za dwa punkty. Jak się miało później okazać w ciągu najbliższych piętnastu minut gry prowadzenie miało się zmieniać aż pięciokrotnie! Jeszcze przed przerwą przyłożenie numer dwa dla ekipy Orłów zdobył ponownie Landrum. Celnie obsłużony przez swojego rozgrywającego Kevina Lyncha, pozwolił zejść swojej drużynie na krótszą niż zwykle przerwę z przewagą jednej akcji za siedem punktów. W trzeciej kwarcie worek z punktami rozwiązał się całkowicie.

Najpierw dał o sobie znać najnowszy nabytek Seahawks – Josh LeDuc, odbierając podanie od Kyle’a McMahona odbił się od dwóch obrońców i wbiegł w pole punktowe rywala. Zaraz potem akcję za sześć oczek przeprowadzili Eagles. Przy wznowieniu akcji wykopem piłki obrońcy Seahawks nie zdołali zatrzymać Landruma, który przebiegając praktycznie całe boisko zdobył swoje przyłożenie numer trzy w meczu. Odpowiedź Jastrzębi była natychmiastowa. Po raz drugi w spotkaniu na tablicę wyników wpisał się LeDuc. McMahon dołożył dwa punkty z podwyższenia i Seahawks cieszyli się już z trzypunktowego prowadzenia.

Dwie prędkości
W momencie, kiedy po akcji biegowej Adama Nawrockiego, Eagles ponownie wyszli na prowadzenie, nikt na stadionie nie przypuszczał, że od tej pory punktować będą już tylko goście. Końcówka trzeciej i cała czwarta kwarta to koncertowa gra warszawian przy całkowitej bezradności Seahawks. Kolejne dwa przyłożenia w tej części dołożył Landrum – jego licznik w tym spotkaniu zatrzymał się na piątce – oraz Adrian Feliński. Ukoronowaniem skuteczności przyjezdnych było przyłożenie po przechwycie Łukasza Koniusza. Obie formacje Eagles wspięły się na wyżyny swoich możliwości. Seahawks natomiast byli na przeciwnym biegunie. Jedynymi akcjami gospodarzy, które zasługują a pochwałę w tej części gry to dwie skutecznie zablokowane próby kopnięcia na podwyższenie Obie autorstwa Łukasza Płaczka.

Jak ocenia Maciej Cetnerowski, trener Seahawks Gdynia: – Niestety pogoda miała diametralny wpływ na naszą postawę, a nie powinna. Nie możemy się przejmować czymś, nad czym nie mamy kontroli. Eagles nie mieli z tym kłopotów. Nie da się niestety wygrać, gdy nasz center ma problemy z przekazaniem piłki rozgrywającemu lub gdy popełniamy szkolne błędy w formacjach specjalnych. Wiem, że potrafimy dobrze wykonywać te elementy, więc można powiedzieć że mecz przegraliśmy we własnych głowach. Wpływ aury na przebieg spotkania zauważa także trener Warsaw  Eagles, Phillip Dillon: – Z początku nie spodziewaliśmy się dużych problemów z pogodą, ale w końcu pogorszyła się znacznie. Staraliśmy się pozostać przy naszych ustaleniach przedmeczowych, lecz byliśmy zmuszeni dokonać roszad. Ale w sumie zawsze staramy się zmieniać na lepsze naszą grę podczas samego meczu i udowodniliśmy, szczególnie w ostatnich dwudziestu minutach starcia, że dziś zrobiliśmy to bardzo dobrze.

Pytany o receptę na sukces w tym spotkaniu Dillon konkluduje: – To była twarda walka od początku do końca i myślę, że obu drużynom sporo zajęło znalezienie odpowiedniego rytmu meczowego. My zdołaliśmy wykorzystać błędy, które popełniali Seahawks przy jednoczesnym zmniejszeniu naszych. Jako drużyna zagraliśmy o niebo lepsze spotkanie niż w zeszłym tygodniu przeciwko Kozłom. Ten mecz był jak nigdy wynikiem wysiłku całej ekipy i każdy z zawodników ma swój udział w tym zwycięstwie.

Aleksander Rutkowski
a.rutkowski@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA

 

Faktycznie odlecieliśmy
Z Kevinem Lynchem, rozgrywającym Warsaw Eagles, rozmawia Aleksander Rutkowski.

Nie jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni do gry w takich warunkach.
Mój przedostatni mecz w college’u odbywał się w przy gorszej pogodzie. Na ziemi leżało dobrych kilka centymetrów śniegu i bardzo ciężko było mi podawać. Tak samo jak dzisiaj, dlatego w drugiej połowie większość naszych akcji była prowadzona dołem. Cieszę że pomimo śniegu i wiatru udało nam się wygrać.

Jak pogoda wpłynęła na Wasze założenia przedmeczowe?
Wszystko szło jak zaplanowaliśmy dopóki nie rzuciłem piłki wprost w ręce obrońcy w drugiej połowie. Futbolówka była wtedy już dosyć mokra i to był ten moment, kiedy zrozumiałem że musimy więcej biegać. Na szczęście nasza linia ofensywna i running backowie wywiązali się z tego zadania doskonale i dlatego byliśmy tak efektywni w drugiej części.

Co takiego stało się z Eagles pod koniec drugiej połowy?
Myślę, że kluczem była nasza powtarzalność i skuteczność w sytuacjach, kiedy trzeba się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności. Duża w tym zasługa linii ofensywnej i running backów, którzy wzięli w tamtym momencie na siebie ciężar spotkania. Seahawks nie potrafili na to w żaden sposób odpowiedzieć.

Jak na Twoje samopoczucie na boisku wpływa świadomość, że macie bardzo doświadczonego i wykwalifikowanego kopacza?
Brad jest naszą bardzo skuteczną bronią i cieszę się, że mamy go w drużynie. Dzisiaj akurat nie zdobył punktów z pola, lecz zwyczajowo, kiedy jesteśmy na 20. czy 30. jardzie od pola punktowego mogę się rozluźnić, ponieważ wiem, że w razie czego możemy z niego skorzystać


Trzeba wygrywać w każdych warunkach

Z Joshem LeDuc, skrzydłowym Seahawks Gdynia, rozmawia Aleksander Rutkowski.

Mecz z Devils rozegrałeś pięć dni po przylocie do Polski.
Nie miałem praktycznie w ogóle czasu, aby przyjrzeć się drużynie i przeciwnikom. Dodatkowo często pilnowało mnie dwóch obrońców i skutecznie odcinali mnie od podań. Dzisiaj było inaczej – miałem trochę więcej swobody i miałem okazję do pokazania się z dużo lepszej strony.

To Twój pierwszy sezon w Europie?
Tak i moje wrażenia są bardzo pozytywne. Wszystko jest trochę inne niż to do czego jestem przyzwyczajony, ale szybko się dostosowuje i uczę. Podoba mi się w Polsce.

Co takiego zacięło się w drużynie pod koniec trzeciej kwarty?
Trudno określić konkretną rzecz która zawiniła. Myślę, że to zbiór małych błędów, które popełnialiśmy sprawił, że końcowy efekt był taki a nie inny. Traciliśmy piłki w bardzo prosty sposób: czy to po wykopie, puncie czy po złym rozpoczęciu akcji. Na nieszczęście dla nas Eagles bezlitośnie to wykorzystywali.

 

Seahawks Gdynia - Warsaw Eagles 22:52 (0:0, 8:13, 14:19, 0:20)

II kwarta
0:7 przyłożenie Tyrona Landruma po 14-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
8:7 przyłożenie Marcina Blumy po 27-jardowej akcji po podaniu Kyle McMahona (podwyższenie za dwa punkty Kyle McMahon)
8:13 przyłożenie Tyrona Landruma po 5-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha

III kwarta

14:13 przyłożenie Josha LeDuci po 32-jardowej akcji po podaniu Kyle McMahona
14:19 przyłożenie Tyrona Landruma po 82-jarodowej akcji powrotnej po wykopie Seahawks
22:19 przyłożenie Josha LeDuci po 12-jardowej akcji po podaniu (podwyższenie za dwa punkty Kyle McMahon)
22:26 przyłożenie Adama Nawrockiego po 14-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
22:32 przyłożenie Tyrona Landruma po 35-jardowej akcji biegowej

IV kwarta
22:38 przyłożenie Tyrona Landruma po 38-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha
22:45 przyłożenie Łukasza Koniuszapo akcji powrotnej po odzyskaniu zgubionej przez rywali piłki (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
22:52 przyłożenie Adriana Felińskiego 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)


Mecz obejrzało 450 widzów.