Kozły przyparte do muru, Eagles na czele

28 maja 2018

W minioną sobotę, w ramach 8. kolejki Topligi, na poznańskim Golęcinie Kozły Poznań mierzyły się z liderami grupy północnej Warsaw Eagles w absolutnym hicie kolejki. Wielkopolanie pragnęli zwycięstwa nie tylko ze względu na brak zwycięstwa w historii pojedynków z stołeczną ekipą, ale też by z większym komfortem podejść do ostatniej kolejki, w której zmierzą się z Monarchs Ząbki o bezpośredni awans do półfinałów rozgrywek.

Sobotnia rywalizacja była żywym przykładem tego, że mecze futbolu amerykańskiego wygrywa się kolektywem, ciężką pracą pojedynczych jednostek, w którym każdy chce urosnąć do rangi lidera. Takim wzorcem okazali się warszawianie, którzy imponowali na poznańskim Golęcinie w każdym elemencie. Obraz gry tym bardziej był zaskakujący, że zwycięstwo dla gospodarzy było niezwykle istotne. Nie bacząc już na niechlubną passę szesnastu porażek z rzędu przeciwko Orłom, przede wszystkim nie mogą być pewni swego w fazie playoffs. Ewentualne zwycięstwo większego spokoju nie zapewniało, ale pozwalało na ewentualną porażkę z Monarchs w Ząbkach, nie większą niż 10-punktową różnicą. Tymczasem w sobotę pozbawili się tego komfortu i na Dozbud Arena tylko zwycięstwo da im prawo do gry w półfinale.

Jedyną pozytywną wiadomością dla kibiców drużyny ze stolicy Wielkopolski jest powrót do składu Jakuba Kłoskowskiego. 25-latek, który miał być liderem korpusu skrzydłowych i największym, ofensywnym wzmocnieniem poznanian, jeszcze w trakcie sezonu przygotowawczego nabawił się urazu kolana. Niezbędna operacja spowodowała, że były zawodnik Panthers Wrocław mógł wspierać swoich kolegów tylko za linią boczną. Jego powrót przewidywany był dopiero na fazę playoffs, ale pragnienie szybkiego powrotu do zdrowia i na boisko, sprawiło, że ten proces został przyspieszony. Nie mniej, na murawie pojawił się tylko kilka razy, choć zdążył złapać jedną piłkę i postawić kilka znaczących bloków przy akcjach biegowych.

Nie mniej, nikt w Poznaniu nie może być zadowolony z występu swoich zawodników. Na palcach jednej ręki można policzyć obecność gospodarzy wewnątrz 20 jardów przed polem punktowym rywali, a i obrońcy tylko w pierwszej połowie dotrzymywali kroku rywalom. Na największe słowa uznania zasługują Łukasz Lau – dwoił się i troił notując kolejne tackle oraz sacki – oraz Dawid Gajewski, który tworzył presję póki starczyło mu sił. Nie mniej, nawet próba nowego ustawienia, w którym trener główny Damian Łuc pełnił rolę nickleback’a nie przyniosła pożądanych efektów, co więcej stracili przyłożenie już w pierwszej serii ofensywnej przeciwników, po zaledwie trzech akcjach. Powrót do optymalnego systemu wyraźnie się opłacił, ale i na to przygotowany był trener Kirk Mastromatteo.

W formacji ataku ciężko pokusić się o jakiekolwiek wyróżnienia. Przez zdecydowaną większość meczu, ekipa dowodzona przez Patryka Barczaka nie potrafiła przejść chociażby czterech prób. Obrona gości skutecznie ograniczyła Wojciecha Perza, który znajdował się pod podwójnym, a czasem nawet potrójnym kryciem (choć mimo to, udało mu się złapać dwie długie piłki). Akcje biegowe praktycznie nie istniały – nie licząc pojedynczych zdobyczy – przez co trudno było o jakiekolwiek zbilansowanie prowadzonych serii. Linia ofensywna nie potrafiła zapanować nad generowaną presją warszawian, a przy próbach biegu na zewnątrz linii wznowienia akcji, wyraźnie nie nadążali z blokami, co skutkowało stratą pozycji. W drugiej połowie, szczególnie po szybkiej stracie przyłożenia (znów w pierwszej serii Eagles) widać było narastającą frustrację i irytację. Rozgrywający cały czas wymachiwał rękoma w stronę swoich kolegów, starając się znaleźć odpowiedź na tak słabą i bezproduktywną grę. Niestety, odpowiedzi nie znalazł. W czwartej kwarcie na boisko wszedł Gunther Krotsch, który długim podaniem do Wojciecha Perza – który zszedł do środka boiska – otworzył drogę do przyłożenia, ale tylko na otarcie łez.

Całkowicie inaczej wyglądało to po stronie aktualnych – wciąż niepokonanych – liderów grupy północnej. Christopher Jeffrey nadal podtrzymuje wyśmienitą formę, ale co najważniejsze widać, że doskonale rozumie się z każdym boiskowym kompanem, co przekłada się na skuteczne akcje podaniowe do różnych odbierających. Swoimi umiejętnościami mógł popisać się cały korpus, tj. Piotr Pamulak, Maciej Wudecki, Michał Śpiczko oraz Aleksander Kawiarowski. Ten ostatni okazji miał mniej, bowiem był skutecznie wyłączany z gry, podczas gdy Pamulak i Śpiczko mogli poczuć się „jak ryba w wodzie”. Obaj zanotowali po dwa przyłożenia, w tym po jedynym, blisko 50-jardowym. Natomiast Jack Marton może i nie był pierwszoplanową postacią, ale kilkukrotnie dawał się we znaki pierwszej i drugiej linii obrony, wybijając ich z rytmu, co później przekładało się na skuteczne podania.

Słabych punktów również nie było w formacji obronnej. Co więcej, nadal zauważalny jest progres w grze trzeciej linii obrony, która skapitulowała tylko raz, przy ostatnim przyłożeniu Wojciecha Perza. Przez cały okres trwania spotkania świetnie spisywała się linia defensywna, która notorycznie tworzyła presja na rozgrywającym, wprowadzając w szeregi linii ofensywnej nie małe zamieszanie. Michał Gralewski zanotował swojego pierwszego sacka w tegorocznym sezonie, natomiast Jan Korkuć popisał się premierowym w tym sezonie przechwytem na rzecz swojej formacji. Do tej pory, była to jedyna statystyka, która pozostawała pusta. Ponadto, po raz pierwszy w tym roku Orły ustrzegły się indywidualnych kar, bowiem w Poznaniu można było je wyliczyć na palcach jednej ręki (dotychczas stołeczni tracili przez nie minimum 100 jardów).

- Szybko zdobyte przyłożenie pozwoliło nam kontrolować pozostałą część spotkania, dodało nam to pewności siebie. Po krótkim rozluźnieniu, pod koniec drugiej kwarty, w drugiej części spotkania wyszliśmy na boisko bardziej zmobilizowani. Jesteśmy zgraną drużyną co jest widoczne na boisku, a nastroje panujące między zawodnikami wpływają na skuteczność naszych akcji. Wciąż chcemy się doskonalić. Nie istnieje według mnie najwyższa forma, zawsze można być jeszcze lepszym. - podsumowuje Aleksander Kawiarowski, skrzydłowy Warsaw Eagles.

- Do przerwy mecz był wyrównany. Obrona wykonywała swoje obowiązki i zatrzymywała rywali. Jednym zdaniem, dawali formacji ofensywnej szanse, które nie zostały wykorzystane. W przerwie szkoleniowcygości dokonali zmian, które pozwoliły im przechylić szale zwycięstwa na ich stronę. Ukłony należą się trenerowi Mastromatteo, za zorganizowanie skutecznej gry ofensywnej zarówno na tyle systematycznej by zdobywać pierwsze próby, jak i tzw. big plays. Z naszej strony był to jeden z gorszych występów w sezonie, z którego zdecydowanie wyciągniemy wnioski. Stagnacja w ataku nie pozwoliła nam na kontrolowanie zegara przez co nasza defensywa spędzała bardzo dużo czasu na murawie. Z dobrej strony, w obronie, pokazał się Łukasz Lau i Dawid Gajewski, natomiast w ataku Sebastien Ossywa oraz Marcin Mierzejewski. - analizuje Filip Kłoskowski, koordynator ofensywy Kozłów Poznań.

Tym zwycięstwem Warsaw Eagles zapewnili sobie – pod kątem matematycznym – pierwsze miejsce w grupie oraz prawo do rozegrania meczu o rozstawienie na własnym stadionie. Natomiast przed Wielkopolanami jedno z ważniejszych meczów sezonu. Przegrana z Monarchs Ząbki (na wyjeździe) w niedzielę zepchnie ich na trzecie miejsce w grupie i będą musieli walczyć o półfinał w rundzie Dzikich Kart.

Kozły Poznań – Warsaw Eagles 15:31 (0:7; 7:3; 0:14; 8:7)

I kwarta
0:7 – przyłożenie Michała Śpiczko po 56-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filipa Twardowskiego)

II kwarta
0:10 – Filip Twardowski po skutecznym 10-jardowym kopnięciu z pola
7:10 – przyłożenie Marcina Mierzejewskiego po 3-jardowej akcji po podaniu Patryka Barczaka

III kwarta
7:17 – przyłożenie Piotra Pamulaka po 48-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filipa Twardowskiego)
7:24 – przyłożenie Piotra Pamulaka po 4-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filipa Twardowskiego)

IV kwarta
7:31 – przyłożenie Michała Śpiczko po 5-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filipa Twardowskiego)
15:31 – przyłożenie Wojciecha Perza po 70-jardowej akcji po podaniu Gunthera Krotscha (podwyższenie Bartosza Wocha po akcji biegowej)

MVP meczu: Christopher Jeffrey (Warsaw Eagles)

Widzów na meczu: 300

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA