Przez biegi do gwiazd

17 kwietnia 2012

Eagles są w tej chwili jedynym niepokonanym zespołem w Toplidze. Z Tigers wygrali zasłużenie i komfortowo. Gospodarze zaprezentowali przy okazji swój niekończący się arsenał running backów. Po prostu zabiegali swoich przeciwników.

Oba zespoły przystępowały do tego spotkaniach po (odniesionych na śniegu) zwycięstwach w poprzednich tygodniach. Faworytem były ciągle niepokonane Orły, ale Tygrysy zapowiadały, że mają apetyt na niespodziankę podobną do tej z 2010 roku, gdy wygrały w Warszawie, nie tracąc żadnych punktów (15:0).

Korzystaj z gościnności...
O tym, że futboliści z Krakowa nie są przerażeni świadczył już sposób ich przedmeczowego wejścia na murawę. Gracze w pomarańczowych strojach, prowadzeni przez swojego trenera Dawida Ostręgę, zamiast bardziej tradycyjnego wbiegnięcia, powoli wkroczyli na murawę stadionu przy Obrońców Tobruku. Trochę jak skoncentrowani, wchodzący na ring bokserzy, którzy zdecydowali się zacząć pojedynek w obronie i najpierw sprawdzić siłę ciosów gospodarzy. Niestety dla nich, już pierwsze machnięcie ręką (tj. próba podania) rozgrywającego Kevina Lyncha dosięgnęło ich szczęki. Posłana do Grzegorza Janiaka piłka trafiła w jego ręce, gdy był już za ostatnim obrońcą i łatwo wbiegł z nią w pole punktowe. Orły prowadziły 7:0.

To uderzenie zmotywowało Tygrysy do odważniejszych ataków. Już w pierwszej akcji Kamil Piwowar urwał się rywalom i został zatrzymany dopiero po 30-jardowym biegu. Później, w czwartej próbie, potrzebną odległość zdobył rozgrywający Filip Mościcki, który podobnie jak w meczu z Kozłami ratując sytuację nie obawiał się mocnych zderzeń z obrońcami. Dalej krakowianom było ciągle pod górkę, ale za sprawą kar dla Orłów, doszli na 10. jard przed polem punktowym. Zatrzymani w trzech próbach postanowili zagrać też w ostatniej, ale podanie Mościckiego zostało zbite przez obrońcę.

Na boisko wrócili podopieczni Phillipa Dillona z ofensywy, ale chcąc najwidoczniej dać Tigers szansę na zrehabilitowanie się – zgubili piłkę na własnym 15. jardzie. Ten gościnny gest został jednak dosłownie i w przenośni odrzucony przez krakowian. Najpierw w formie flagi za faul, a później, gdy do przejścia zamiast 10 było już 25 jardów, podania Mościckiego posłanego w ręce Normana Seigniousa.

...póki możesz
Orły najwidoczniej to nieco zdenerwowało, bo od razu po wejściu na boisko zadały rywalowi kolejny cios. I znów po długiej, 60-jardowej, akcji. Tym razem popisał się Ty Landrum, który miał do zrobienia trochę więcej niż wcześniej Janiak, ale udało mu się wymanewrować obrońców i zdobyć swoje szóste (!) przyłożenie w zaledwie drugim meczu tego sezonu. Jeśli utrzyma formę i postanowi zmienić numer na koszulce na czwórkę, to fanom łatwiej będzie tworzyć transparenty: ”Ty 4 MVP” (angielski zwrot sugerujący, kto powinien otrzymać nagrodę dla gracza sezonu, co wygląda w tej chwili jak prawdopodobne rozwiązanie).

Po drugich straconych punktach goście nie mieli jeszcze zamiaru składać broni, ale po dojściu do okolic połowy musieli odkopać piłkę (wcześniej dobre 30 jardów do tyłu wrócił się z nią Mościcki). Bardzo skuteczne, metodyczne były za to Orły, które dzięki długiemu biegowi Kamila Krekory przeszły prawie pół boiska, a później wykończyły akcję w polu punktowym. Po tym jak podanie quarterbacka Tigers przejął Konard Paszkiewicz, 10-jardowa akcja biegowa Piotra Osuchowskiego wystarczyła, żeby wynik podskoczył na 28:0. Goście wrócili po tym na boisko, co prawda z nieco opuszczonymi głowami (i w pierwszej akcji prawie znów stracili piłkę), ale ta seria okazała się dla nich wreszcie punktową.

Ponownie zabłysnął Piwowar, do którego w ostatniej chwili piłkę odrzucił rozgrywający (option). Już rozpędzony biegacz z Krakowa wrzucił piąty bieg i czterech z rzędu obrońców mogło tylko oglądać numer z tyłu jego koszulki (23, dla tych, których minął zbyt szybko), ale w ostatniej chwili dopadł go Marcin Tarka. Chwilę później, brakujące osiem jardów dodał jednak Mościcki (świetnie jedynego po tamtej stronie gracza Eagles zablokował Thad Gaebelein) i pierwsze w tym sezonie „domowe” punkty stracone przez Eagles stały się faktem.

Polskie importy
Gospodarze w kolejnej serii nie pozostawili gościom złudzeń, co do ich szans na odrobienie straty. Wystarczyły: dobry, 25-jardowy bieg tym razem Jakuba Juszczaka i później podanie do Marcina Jodłowskiego, przy którym zupełnie pogubił się kryjący go cornerback. Orły odzyskały poprzednią przewagę, ale mogły ją stracić już kilka sekund później. Prędkością i balansem ciała znów błysnął Piwowar. Tym razem minął już nawet kopacza Bretta Peddicorda, ale już w czerwonej strefie przewrócić go zdołał Seignious. Brakujących kilkunastu jardów gościom nie udało się zdobyć, mimo dramatycznego podejścia Mościckiego w czwartej próbie, który został zatrzymany może jard przed polem punktowym. Orły schodziły ze swoim 29-punktowym prowadzeniem do szatni.

W przerwie, osoby śledzące spotkanie za pośrednictwem transmisji internetowej mogły wysłuchać ciekawego wywiadu z byłym graczem gości, Łukaszem Kądziołką, który opisywał swoją rozpoczynającą się właśnie przygodę z norweskim klubem Kristiansand Gladiators (gdzie gra też jeden z najlepszych polskich liniowych – Bartosz Kalejta), w tamtejszej lidze futbolu amerykańskiego.

Moje podejście się nie zmienia. Ciągle „krok po kroku, mecz po meczu”. Dlatego właściwie już w tym momencie zaczęliśmy przygotowywać plan na naszego najbliższego rywala...
Phillip Dillons, trener Warsaw Eagles

Poza opowieścią o Polakach podbijających Skandynawię, Kądziołka zapewniał jednak też, że Tygrysy nie złożą broni, nawet jeśli wynik będzie dla nich coraz bardziej beznadziejny. I rzeczywiście, zespół z Krakowa próbował, ale (szczególnie bez kontuzjowanego w pierwszej połowie Tomasza Wełny, który starał się przez chwilę zagrać mimo urazu) kolejne punkty zdobyli warszawianie. Tym razem kilkoma z rzędu świetnymi akcjami biegowymi popisał się Adam Nawrocki. Ktokolwiek w koszulce Eagles biegał tego dnia z piłką, zdobywał jardy i przyłożenia, dlatego 14 kwietnia powinno się w stolicy świętować „Dzień running backa”.

Polski problem
Kolejne serie nie przyniosły przebudzenia Tigers, a tylko następne skuteczne ataki gospodarzy. Jedną z najciekawszych akcji w drugiej części był 95-jardowy-wydawało-się-bieg na przyłożenie Piotra Osuchowskiego. Po chwili sędziowie wyjaśnili, co prawda, że gracz Orłów nadepnął po drodze na linię boczną, ale nie zmieniło to wiele, bo dwie akcje później sam dodał brakujące jardy i gospodarze nadal podwyższali swoje prowadzenie. Od tego momentu zresztą głównie ze zmiennikami na murawie. Tigers poprawili swoją sytuację jeszcze jednym, zdobytym w końcówce spotkania przyłożeniem, ale to starcie będą chcieli jak najszybciej zapomnieć.

Nadchodzący mecz zespołu z Małopolski przeciwko Devils Wrocław będzie dobrą okazją, żeby odkupić winy i pokazać, że zespół Ostręgi nie pozwoli się aż tak wypunktowywać klubom z najwyższej krajowej półki. Porażka różnicą 56 punktów świadczy o różnicy poziomów, ale nie wypada wymagać od klubów wygrywających, żeby obniżały loty.  Trzeba nam czekać na więcej ze strony przegrywających. Na szczęście to ciągle tylko trzecia kolejka sezonu. Czasu na poprawę jest jeszcze bardzo dużo.

Adrian Fulneczek
a.fulneczek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA

 

Step by step
Z Phillipem Dillonem, trenerem Warsaw Eagles, rozmawia Adrian Fulneczek.

Czy jeśli Tyrone Landrum podtrzyma ten poziom to jest „skazany” na MVP sezonu? Dzisiaj grał tylko w pierwszej połowie, a i tak zdążył pokazać się z najlepszej strony.
Wierzę, że jeśli nadal będzie grał na tak wysokim poziomie, to bez wątpienia będzie poważnym kandydatem. W drugiej części meczu odpoczywał, bo mieliśmy już zdecydowane prowadzenie i nie było sensu trzymać go na boisku. A poza tym dawanie szans na grę innym zawodnikom, gdy nadarza się okazja, jest wyjątkowo ważne. Nie ma sensu podbijać wyniku, żeby poprawić statystyki jakiemuś graczowi, gdy na ławce są osoby, które zyskają więcej na doświadczeniu meczowym. Ty, jak wszyscy w zespole to rozumie. Zamiast zbioru indywidualności mamy tutaj drużynę pracującą na wspólny cel.

Spotkanie z Tigers pokazało, że macie tutaj nagle całą armię running backów w świetnej formie...
To znakomicie, że mamy tak wielu dobrych graczy na tej pozycji. To rezultat ciężkiej pracy, którą włożyli podczas ostatnich miesiący i lat oraz lepszego zrozumienia obecnego systemu ofensywnego. Zmieniliśmy pewne rzeczy w doborze zagrywek, żeby wykorzystywać to, co do wzięcia oferują nam defensywy przeciwnika. Stąd taka skuteczność gry biegowej w bieżącym sezonie. Źle nie było już rok temu, ale teraz weszliśmy na jeszcze wyższy poziom. Pomaga też lepsza gra podaniowa, ale podkreślę jeszcze raz, że naszym biegaczom należą się słowa uznania.

A skoro mowa o nich, trudno nie wspomnieć także linii ofensywnej. Rozgrywający miał dzięki niej łatwy dzień w pracy.
Spisała się nadzwyczajnie, a graliśmy przecież bez dwóch podstawowych zawodników. Inni jednak zajęli ich miejsce i zrobili to, czego od nich oczekiwano. Tu też jest u nas poprawa, co jest zasługą pracy trenera Richa Carrolla. Przed sezonem skupialiśmy się też nad obroną rozgrywającego przy akcjach podaniowych. To się poprawiło a poza tym pomagają decyzje samego quarterbacka i zmiany ustawienia tuż przed snapem piłki.

Niektórzy narzekają, że mimo takiej ilości czasu Kevinowi zdarzają się wyjątkowo niecelne podania.
To kwestia zrozumienia pomiędzy rozgrywającym, a skrzydłowymi. Przeciwko Tigers zagrało wielu zmienników więc to głównie sprawa problemów z komunikacją. Ale z tym też jest już coraz lepiej nadal będzie się poprawiało. W statystykach widać jednak, że piłkę otrzymuje wielu różnych graczy i o to właśnie chodzi. Jeśli zespoły skupiają się na pokryciu Tyrone'a, mamy innych, którzy mogą złapać najważniejsze piłki meczu. Tego nam brakowało rok temu, ale Kevin dba teraz o to, żeby cała grupa receiverów była zaangażowana, zamiast rzucać do jednej osoby. A błędy będą się zdarzały, ale to dobrze. Bez nich nie wiedzielibyśmy, nad czym musimy jeszcze popracować.

Jesteście jedynym niepokonanym zespołem ligi. Jakie to uczucie?
Świetne, ale przypominam, że niczego jeszcze nie osiągnęliśmy. Jedyne, co będzie się liczyło, to gdzie będziemy na końcu sezonu. Moje podejście się nie zmienia. Ciągle „krok po kroku, mecz po meczu”. Dlatego właściwie już w tym momencie zaczęliśmy przygotowywać plan na naszego najbliższego rywala...


Temat zamknięty
Z Maciejem Ginalskim, defensywnym liniowym Kraków Tigers, rozmawia Adrian Fulneczek.

Chciałem zapytać...
...no tak, nie ma to jak wybranie do wywiadu kapitana defensywy akurat po meczu, w którym straciliśmy najwięcej punktów. Wielkie dzięki!

Ty będziesz umiał to wytłumaczyć najlepiej. Zaczynając od tego, jaki był Wasz przedmeczowy plan na Eagles?
Cóż... przede wszystkim rozegranie dobrego spotkania, co zupełnie się nie udało. Jako obrona mieliśmy być – w teorii – agresywni, dużo ryzykować... Niestety praktyka pozostawiła wiele do życzenia.

Tak trudno przepchnąć linię ofensywną Orłów? Ich rozgrywający praktycznie przez cały mecz nie był ani razu w tarapatach...
Linia ofensywna Eagles zagrała świetny mecz. Nam zabrakło agresji, przez co bardzo ciężko było nam zagrozić rozgrywającemu, a ich running backowie mogli zbyt swobodnie pokazywać swoje umiejętności.

W drugiej połowie przeszkadzał brak kontuzjowanego Tomka Wełny? Jego uraz to coś poważnego?
Tomek nie dograł meczu do końca, ale na szczęście nie jest to nic groźnego i będzie gotowy na starcie z Devils.

Myślisz, że gdybyście w pierwszej serii ofensywnej zdobyli punkty, spotkanie mogłoby ułożyć się zupełnie inaczej? Bardziej pod Was? Byłaby szansa na niespodziankę?
Trudno pokusić się o coś takiego z doświadczoną drużyną, ale jak wiadomo dwa lata temu udało się wygrać na ich terenie 15:0. Nie będziemy jednak rozpamiętywać i analizować: Eagles to już temat zamknięty, skupiamy się na nadchodzącym meczu z Devils.


Warsaw Eagles - Dom-Bud Kraków Tigers 68:12 (14:0, 21:6, 14:0, 19:6)

I kwarta

7:0 przyłożenie Grzegorza Janiaka po 65-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
14:0 przyłożenie Tyrone’a Landruma po 60-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)

II kwarta
21:0 przyłożenie Szymona Modzelewskiego po 15-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
28:0 przyłożenie Piotra Osuchowskiego po 20-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
28:6 przyłożenie Filipa Mościckiego po 10-jardowej akcji biegowej
35:6 przyłożenie Marcina Jodłowskiego po 31-jardowym podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)

III kwarta
42:6 przyłożenie Adama Nawrockiego po 15-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
49:6 przyłożenie Piotra Osuchowskiego po 24-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)

IV kwarta

55:6 przyłożenie Kamila Krekory po 10-jardowej akcji biegowej
62:6 przyłożenie Marcina Jodłowskiego po 15-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
62:12 przyłożenie Filipa Mościckiego po 4-jardowej akcji biegowej
68:12 przyłożenie Adriana Felińskiego po 16-jardowej akcji biegowej

Mecz obejrzało 1000 widzów.