(Mistrzostwo) Tylko dla Orłów?

19 marca 2013

Poprzedni sezon miał słodko-gorzki smak dla Warsaw Eagles. Najstarsza i jedna z najbardziej utytułowanych futbolowych drużyn w Polsce zgodnie z oczekiwaniami zagrała w Superfinale na Stadionie Narodowym. Tam jednak musiała uznać wyższość Seahawks Gdynia dowodzonych przez znakomitego quarterbacka Kyle’a McMahona. W tym sezonie cel Orłów jest jeden – pierwsze od 2008 roku mistrzostwo.

Stołecznej drużynie w osiągnięciu celu ma pomóc bardzo dobry zaciąg. Podczas przerwy między seoznami Warsaw Eagles zakontraktowali aż czterech Amerykanów.  Oprócz rozgrywającego Shane’a Gimzo do drużyny dołączył wide receiver Clarence Anderson - MVP rozegranego we wrześniu meczu Euro-American Challenge. Obydwaj zawodnicy znają się ze studiów, co nie umknęło uwadze sztabu szkoleniowego Eagles.

- Shane i Clarence grali ze sobą przez kilka lat i widzę na treningach, jak dobrze się rozumieją – powiedział Phillip Dillon, główny trener Eagles, w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. - W poprzednich sezonach było tak, że kiedy przychodził do nas nowy quarterback, to musiał się wiele nauczyć. Teraz to nie jest konieczne. Shane wie, jak pobiegnie Clarence. Komunikują się ze sobą spojrzeniem, wiedzą, kiedy, gdzie i jak ma polecieć piłka.

Zadbano również o obronę. Dillon wyciągnął wnioski z przegranego Superfinału, gdzie Eagles nie dali rady zatrzymać McMahona i w tym sezonie sprowadzono m.in. linebackera Marca-Avery Airharta oraz safety Caleba Singletona.

Oprócz zawodników z zagranicy skład Warsaw Eagles wzmocnili również perspektywiczny rozgrywający Filip Mościcki grający wcześniej w Kraków Tigers oraz Artur Lubas, który dołączył do zespołu jako trener od przygotowania motorycznego. Uzupełnił on tym samym sztab szkoleniowy wicemistrzów Polski, do którego, oprócz wspomnianego Dillona, wchodzą koordynator ofensywy Tom Wesołowski, kierownik drużyny i były zawodnik tego klubu Mariusz Kwieciński oraz fizjoterapeuta Karol Ratyński.

Michał Wagner, rot8.pl

Kto wie czy największym wzmocnieniem warszawskiej drużyny nie będzie … stadion. W tym roku Eagles opuszczą swój dotychczasowy obiekt przy ul. Obrońców Tobruku (swoje mecze grają tam Warsaw Spartans oraz nadal BEagles) i przeniosą się na Konwiktorską. Marzeniem jest doprowadzenie do sytuacji, w której na mecze Orłów będzie przychodzić więcej kibiców niż na grającą w piłkarskiej ekstraklasie Polonię Warszawa (średnia liczba kibiców „Czarnych koszul” w tym sezonie: 4,2 tysiąca zaś Eagles w 2012 prawie tysiąc).

- To początek naszej drogi, dlatego nie możemy się stawiać na poziomie Polonii. Nasze możliwości finansowe są dużo mniejsze, ale bez tego kroku, stalibyśmy w miejscu. Co do publiczności to szacujemy, że liczba widzów powinna się wahać pomiędzy dwoma, a czterema tysiącami – powiedział na konferencji prasowej Jacek Śledziński, manager Warsaw Eagles.

Przy takim dopingu i z takim składem warszawianie będą znów w gronie faworytów do tytułu. Czy uda się osiągnąć zamierzony cel i wygrać Topligę? Czy duet Gimzo – Anderson osiągnie podobny poziom co McMahon – LeDuc? Potencjał w Warsaw Eagles na pewno jest. Po przegranym Superfinale z drużyny odeszło co prawda kilku graczy, ale Orły dysponują szerokim składem,  w którym dominują doświadczeni zawodnicy. Do tego Warsaw Eagles posiadają jednego z najlepszych trenerów w Polsce (Dillon), stabilną sytuację finansową oraz sporą grupę kibiców.

Ten sezon Orły rozpoczną od starcia wyjazdowego z Kozłami Poznań. Zaś pierwszy mecz domowy na Konwiktorskiej już 6 kwietnia z Devils Wrocław. Wtedy wyścig o mistrzostwo rozpocznie się na dobre.

Maciej Maląg
malag.maciej@gmail.com