Seahawks znów lepsi w stolicy

20 kwi 2013

W rozegranym w sobotę 20 kwietnia meczu czwartej kolejki Topligi drużyna Warsaw Eagles przegrała na własnym boisku z Seahawks Gdynia 7:20.

Spotkanie rozegrano na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej, na co dzień wykorzystywanym przez klub z piłkarskiej Ekstraklasy - Polonię Warszawa. Na debiut Orłów na zamontowano specjalne futbolowe bramki. Mecz był pierwszym bezpośrednim pojedynkiem pomiędzy Seahawks i Eagles od czasu lipcowego NAC VII SuperFinału, w którym zespół z Gdyni zwyciężył 52:37 i zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Topligi.

Tym razem fani musieli jednak znacznie dłużej czekać na punkty, bo ofensywy obu zespołów powoli rozwijały skrzydła. Dobrze zaczęły Jastrzębie, które już w swojej pierwszej serii przedarły się na połowę rywala, ale ich sytuację utrudniła znakomita akcja obronna Tomasza Szczeszka. W czwartej próbie goście nie byli w stanie pokonać brakujących jardów do linii kolejnej pierwszej próby. Piłkę przejęli więc gospodarze i po raz pierwszy w tym meczu zbliżyli się do pola punktowego Seahawks. Orły nie były jednak w stanie wykorzystać swojej szansy, a na domiar złego drobnego urazu doznał podstawowy rozgrywający Shane Gimzo. Po chwili strachu dla Orlego Gniazda - oficjalnego fanklubu Eagles - amerykański quarterback wrócił na murawę.

W pierwszej akcji drugiej kwarty popisał się running back gospodarzy Piotr Osuchowski, który długim biegiem wprowadził swoją drużynę do czerwonej strefy gdynian. Już w kolejnej akcji podanie Gimzo w polu punktowym przechwycił Peter Plesa i nadal utrzymywał się wynik 0:0. Nie zmieniła go też moment później ofensywa gości i stojący na jej czele Ferni Garza, który po zdobyciu pierwszej próby postanowił zaryzykować dłuższe podanie. Futbolówkę przechwycił Dominik Koniusz i Orły zaczęły swoją najważniejszą serię pierwszej połowy.

Po dwóch nieudanych biegach na indywidualną akcję po ziemi zdecydował się Gimzo, zdobywając w ten sposób prawie 30 jardów. Gospodarze znów stanęli na 20. jardzie gości, ale tym razem nie zaprzepaścili okazji,  choć i teraz potrzebowali aż czterech prób. Dopiero w tej ostatniej, zmyłkowej akcji piłkę przed linią wznowienia otrzymał Clarence Anderson, który po minięciu jednego obrońcy wbiegł w pole punktowe i zdobył pierwsze punkty tego meczu. Odpowiedź Seahawks była jednak natychmiastowa. Czasu na zegarze nie zostało wiele, dlatego ofensywa kierowana przez Garzę przestawiła się na tryb podaniowy. Dwa podania złapał Marcin Bluma, a jedno podanie w trudnej sytuacji Patryk Kordyś. Dzięki temu żółto-czarni błyskawicznie przesunęli się na siódmy jard pola Eagles. Kolejne podanie Garzy na przyłożenie zamienił Bluma. Po nieudanej próbie podwyższenia za jeden punkt Gdynianie przegrywali jednym punktem.

Druga połowa była o wiele bardziej jednostronna i przebiegała całkowicie pod dyktando gości, którzy lepiej kontrolowali sytuację i później przede wszystkim zegar meczowy. W całej trzeciej kwarcie Seahawks nie pozwolili Eagles zdobyć ani jednej pierwszej próby. Te Orły zdobywały tylko po przewinieniach gości. Jastrzębie nie dopuściły też gospodarzy nawet do linii środkowej boiska.

Przełomowym momentem było podanie Garzy, który pod presją skutecznie podał do Pawła Fabicha. Chwilę później przyłożenie celebrował 19-letni skrzydłowy Patryk Kordyś. Po nieudanej próbie podwyższenia za dwa punkty Jastrzębie prowadziły 12:7.

Gospodarze nie byli w stanie odpowiedzieć na ten cios od razu, co okazało się później bardzo kosztowne. Po odkopnięciu Eagles, Jastrzębie rozpoczęły serię, składającą się z aż 17 akcji. W jej trakcie warszawska defensywa aż trzy razy zmusiła Seahawks do gry w czwartej próbie, ale zespół z Gdyni za każdym razem stawał na wysokości zadania. Szczególnie imponująca była ostatnia z tych trzech sytuacji, gdy mając aż 14 jardów do przejścia Garza skutecznie podał do Kordysia. Ten mimo potężnego uderzenia wymierzonego mu prze Caleba Singletona utrzymał piłkę w rękach. Chwilę później serię wykończył akcją biegową grający w 2011 roku Eagles Jeremy Dixon. Skuteczne podwyższenie za dwa punkty powiększyło prowadzenie do 20:7 i niemal gwarantowało wygranie czwartego meczu w sezonie. Seria Seahwks trwała prawie 10 minut.

Eagles na odwrócenie losów tego spotkania pozostały raptem 2 minuty i 30 sekund.  Gospodarze wykonali kilka dobrych zagrań. Kilka chwil później łatwą piłkę tuż przed polem punktowym rywali upuścił Filip Mościcki. Jastrzębie mogły celebrować 4 triumf w sezonie i 14 ligową wygraną z rzędu.

- Mamy w tym momencie bilans 4-0 i gramy dalej - skomentował lapidarnie Maciej Cetnerowski, trener Seahawks.

- Jeśli chodzi o wynik, jesteśmy bardzo niezadowoleni i źli, bo liczyliśmy na zwycięstwo. Musimy teraz wyciągnąć wnioski, żeby wygrać kolejne dwa mecze i przygotować się do meczu z Giants - zapowiedział Jacek Śledziński, General Manager Eagles. - Jesteśmy zadowoleni jedynie z  organizacyjnej strony dzisiejszego meczu, który był debiutem na stadionie Polonii. Wszystko wypaliło tak, jak zaplanowaliśmy i pojawiło się sporo widzów - dodał Śledziński.

Jardy w ofensywie po podaniach Seahawks najczęściej zapewniali Marcin Bluma i Patryk Kordyś. Gra biegowa spoczywała na barkach Gawła Pilachowskiego i bardzo dobrze dysponowanego Jeremy’ego Dixona. W kolejnym meczu z rzędu przechwyt zliczył Peter Plesa. W drugiej połowie linia defensywna gości nie pozwalała rywalom zdobywać jardów po akcjach biegowych.

Wśród Orłów wyróżnili się przede wszystkim gracze obrony. Skrzydłowych gości dobrze kryli Łukasz Koniusz i Caleb Singleton. Rywali regularnie powalali przed linią wznowienia akcji Tomasz Szczeszek i Konrad Paszkiewicz.

Kolejny mecz Eagles rozegrają 27 kwietnia, gdy w Będzinie zmierzą się z Zagłębie Steelers Interpromex. Seahawks mają przed sobą dodatkowy tydzień odpoczynku. 4 maja podejmą na własnym boisku Warsaw Spartans.


Warsaw Eagles - Seahawks Gdynia 7:20 (0:0, 7:6, 0:6, 0:8)

II kwarta
7:0 przyłożenie Clarence’a Douglasa Andersona po 14-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)
7:6 przyłożenie Marcina Blumy po 7-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy

III kwarta
7:12 przyłożenie Patryka Kordysia po 20-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy

IV kwarta
7:20 przyłożenie Jeremy'ego Dixona po 20-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Marcin Bluma po podaniu Ferni’ego Garzy)


Mecz obejrzało 1600 widzów.

MVP meczu: Patryk Kordyś  (Seahawks Gdynia)