O szczyt tabeli

25 kwi 2012

W najbliższą niedzielę 29 kwietnia o godzinie 14:30, na Stadionie Olimpijskim przy ulicy Ignacego Jana Paderewskiego 35 we Wrocławiu rozpocznie się mecz piątej kolejki Topligi. Drudzy w tabeli Devils Wrocław podejmą lidera - Warsaw Eagles.

Gospodarz: Devils Wrocław (3-1)
Gość: Warsaw Eagles (4-0)
Data i godzina: 29 kwietnia, 14:30
Stadion: Stadion Olimpijski przy ulicy Ignacego Jana Paderewskiego 35, Wrocław
Liga: Topliga
Bilety: od 12 do 20 zł

To będzie starcie gigantów. Na Stadionie Olimpijskim zmierzą się dwie drużyny, które radzą sobie w tym sezonie niemal bezbłędnie: ich połączony bilans wynosiłby przecież 7-1. Jedyna dotychczasowa wpadka tej dwójki, to oczywiście porażka, którą w otwierającym sezon spotkaniu Devils ponieśli z Seahawks. Od tamtej pory wygrali trzy pojedynki z rzędu, w żadnym nie tracąc choćby punktu. - Lubię się co prawda rozgadywać, ale to jeden temat, o którym mogę mówić naprawdę krótko. Każdy z tych młodych ludzi w mojej defensywie rozumie dokładnie nasz system i gra jakby paliły mu się portki. Jestem z nich bardzo zadowolony - mówi Skip Poole, trener Diabłów.

Myślę, że ich zespół przypomina w wielu aspekt nas samych. Oczywiście podziwiam trenera Dillona i to, jak świetną pracę wykonał w Eagles.
Skip Poole, trener Devils

W zeszłym tygodniu do wrocławskiej obrony dołączyło dwóch nowych, amerykańskich graczy. - Chris Adams i Layton Jones szybko się tutaj zaaklimatyzują. W zasadzie to już są częścią naszej rodziny – dodał szkoleniowiec Devils, który nie może też narzekać na ofensywne poczynania swoich podopiecznych. Średnia produktywność ataku Devils to (nie licząc starcia z Seahawks) ponad 50 punktów na mecz. W dwóch ostatnich spotkaniach wrocławianie zdobyli zresztą 100 punktów, mimo że kontuzjowany był ich podstawowy rozgrywający Krzysztof Wydrowski. - Kiedy wypada twój quarterback, jako trener, musisz działać szybko. My zmodyfikowaliśmy system, żeby lepiej współgrał z mocnymi stronami zastępcy Krzyśka - Aleksandra Karganovica. Myślę, że pokonanie tych trudności jeszcze bardziej jednoczy drużynę. Kłopotów było zresztą o wiele więcej, ale czynią nas tylko mocniejszymi. Silnych zębów nie wykształca się przecież jedząc papkę – podsumował Poole.

Mecz z warszawskimi Orłami powinien, przynajmniej w teorii, okazać się twardym orzechem do zgryzienia. Gospodarze czują jednak, że mają już odpowiednią formułę i nie będą przygotowywać specjalnego planu na mecz z Eagles. - Nie spędzimy czasu na zmienianiu taktyki, bo to po prostu nie ma sensu. Jaką to wysyła wiadomość twoim zawodnikom? Nasz plan był taki sam od pierwszego dnia – tłumaczy trener Devils, jednocześnie doceniając klasę rywala. - Myślę, że ich zespół przypomina w wielu aspekt nas samych. Oczywiście podziwiam trenera Dillona i to, jak świetną pracę wykonał w Eagles. Wiele osób myśli, że wystarczy ci wielu utalentowanych graczy, a reszta zrobi się sama. Budowanie drużyny jest jak puzzle. Brakuje jednego elementu i już nic z tego.

W dotychczasowych występach zespołu ze stolicy, tych braków nie widać. Cztery pewne zwycięstwa i miano ostatniego niepokonanego składu w Toplidze muszą budzić respekt. W zeszły weekend lidera postraszyli Rebelianci, ale wszystko zakończyło się po myśli Eagles. - Mieliśmy małe problemy w pierwszej połowie, ale ostatecznie wygraliśmy 40 punktami i zachowaliśmy miejsce na szczycie tabeli – mówi Michał Pienczak, ofensywny liniowy warszawian.  - Czy to było „przetarcie” przed Devils? Nie, my do każdego meczu podchodzimy osobno. Pojedynek z Rebels był kolejnym krokiem w naszej drodze po tytuł mistrza kraju. Devils są następnym – dodaje bojowo.

Pienczak i jego koledzy z linii ofensywnej rozgrywają jak dotąd doskonały sezon. Do ich rozgrywającego, Kevina Lyncha, prawie nigdy nie docierają szarżujący obrońcy przeciwników. Poza tym doskonale funkcjonuje ich atak biegowy za co duża część zasług musi przypaść w udziale właśnie tym największym na boisku zawodnikom. - Gra się nam razem świetnie, co jest wynikiem ciężkiej, wspólnej pracy i wzajemnego zaufania. Kevin Lynch jest dzięki temu bezpieczny, a running backs mają miejsce do biegania. Jestem dumny z siebie i kolegów – tłumaczy lewy tackle Orłów.

We Wrocławiu czeka na nich świetnie prezentująca się podczas meczu z Tigers, agresywna linia defensywna Devils. Tym razem jeszcze bardziej zmotywowana przez ich trenera. - Jeśli kładę nacisk na jakiś aspekt gry mojego zespołu – tłumaczy Poole – to na fizyczne i brutalne podejście do futbolu. Będziemy przygotowani na jedyny właściwy sposób uprawiania tego sportu: dużo uderzeń. Chcę, żeby każdy z moich graczy zostawił na murawie wszystko, co możliwe... i jeszcze trochę. Spodziewam się prawdziwej wojny; fizycznego pojedynku z mnóstwem bólu – dodał Amerykanin.

Eagles, do wygrania tej wojny, mogą być dodatkowo zmotywowani przez... historię. Przede wszystkim tę najnowszą, czyli ubiegłoroczną porażkę właśnie z Devils w półfinale PLFA. - Pamiętamy tą bolesną przegraną, ale nie rozpamiętujemy jej w kategoriach traumy czy dramatu. To dodatkowa motywacja, żeby wyjść na boisko i dać z siebie wszystko w niedzielę – mówi Pienczak. Jeśli gościom uda się wywieźć z Wrocławia zwycięstwo, będzie to dopiero ich drugi w historii triumf nad Diabłami, które prowadzą w tej rywalizacji 5:1. Co może im go przynieść? - Kluczem będzie skuteczna, konsekwentna gra obronna i zróżnicowana ofensywa – podsumowuje liniowy lidera tabeli. Czego z kolei potrzebują gospodarze? - Dobrego występu każdego zawodnika i świetnego ze strony tych najlepszych. Poza tym trenera z planem przygotowanym na każdy możliwy zwrot akcji – kończy Poole.


Adrian Fulneczek
a.fulneczek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA